Anna Dymna zdradziła w podcaście „Co u nich słychać?” Kuby Śliwińskiego, że trzymała do chrztu Helenę Englert, dziecko Beaty Ścibakówny i Jana Englerta. Aktorka przyznaje, że dziś rzadko widuje się z chrześnicą i robi sobie z tego wyrzuty, ale o jej aktorstwie mówi z prawdziwym zachwytem.
Chrzestna, która nie upiększa rzeczywistości
Rozmowa z Kubą Śliwińskim zeszła na Helenę Englert niejako przy okazji, ale Dymna nie uciekła od tematu. Wprost powiedziała, że jest chrzestną 26-letniej dziś aktorki. Równie otwarcie przyznała, że ich relacja wygląda dziś inaczej niż przed laty.
Aktorka wyznała, że dręczy ją sumienie, bo kontakt z chrześnicą stał się sporadyczny. Dodała, że kiedy Helena była dzieckiem, o wspólne chwile było znacznie prościej. Nie szukała wymówek i nie próbowała przedstawiać tej sytuacji w lepszym świetle. Po prostu nazwała rzecz po imieniu.
Skąd wzięła się ta więź?
Za rolą chrzestnej stoi wieloletnia przyjaźń z rodziną Englertów. Z Janem Englertem Dymnę łączą wspólne lata w zawodzie, ale też serdeczna zażyłość i głęboki wzajemny szacunek. Blisko jest również z Beatą Ścibakówną.
Aktorka wspominała, że na własne oczy widziała, jak rodzi się uczucie między Englertem a Ścibakówną. Jak opowiadała, to właśnie Jan uznał wtedy, że powinna być przy nich w tak ważnym momencie. Dziś podkreśla, że posiadanie takiej córki chrzestnej to dla niej powód do radości.
Pierwszy raz zobaczyła ją na scenie w „Hamlecie”
Mimo rzadszych spotkań Dymna przechowuje w pamięci kilka szczególnych momentów. Jeden miał miejsce przy okazji „Wesela”, które wyreżyserował Jan Klata: za kulisy przyszły wtedy do niej Helena razem z mamą. Aktorka wspomina tę wizytę jako bardzo wzruszającą.
Z zawodowego punktu widzenia ważniejszy okazał się jednak spektakl „Hamlet”. To podczas niego Dymna po raz pierwszy oglądała chrześnicę jako aktorkę. Jej ocena była krótka: „Świetna jest!”.
Taka recenzja waży sporo, bo wystawia ją artystka z ogromnym dorobkiem teatralnym, filmowym i telewizyjnym. Widzowie od lat kojarzą Dymnę choćby z rolą Marysi w „Znachorze”.
Helena Englert w „Tańcu z Gwiazdami”
Młoda aktorka rywalizuje obecnie na parkiecie „Tańca z Gwiazdami”. Dymna przyznała jednak, że bieżącej edycji nie śledzi, bo zwyczajnie brakuje jej czasu. Wcześniej zdarzało jej się oglądać show, ale teraz nie orientuje się w przebiegu rywalizacji.
Gdy prowadzący zapytał wprost o Helenę, aktorka zareagowała natychmiast i z ogromną serdecznością, nazywając chrześnicę prawdziwym cudem. Dla widzów, którzy co tydzień oglądają jej występy na parkiecie, to ciepły i bardzo osobisty głos kogoś, kto zna ją od najmłodszych lat.
Dlaczego Dymna nie komentuje krytyki?
Śliwiński nawiązał też do krytycznych głosów pod adresem młodej aktorki. Zastanawiał się, czy część z nich nie wynika z popularności jej rodziców. Dymna nie weszła w tę dyskusję i skierowała rozmowę na Jana Englerta, którego nazwała jednym z najmądrzejszych ludzi, jakich zna.
Podkreślała jego pracowitość, wieloletni staż w zawodzie i to, że był zarówno dyrektorem, jak i rektorem. Przyznała, że wiele się od niego nauczyła, obserwując jego zachowanie podczas wspólnych podróży. Dziś, jak mówiła, z podobną uwagą patrzy na całą jego rodzinę i po prostu jej kibicuje.
Dodała też, że nie wtrąca się w niczyje życie, bo żeby cokolwiek oceniać, trzeba by znać całą historię. Nie rozumie, dlaczego ludzie tak łatwo atakują innych, niewiele o nich wiedząc.